Rodzice na emeryturze, jak im dać radość z nowoczesnych technologii?

Rodzice już na emeryturze? Co zrobić, by dać im coś innego niż tylko powolne oczekiwanie na nieuniknione? Jest wiele sposób, a powodem napisania tego posta jest kiedyś znaleziony na wykopie wpis.

Jeżeli macie rodziców w wieku ~emerytalnym, którzy są na bakier z technologią na siłę im ją wciskajcie nawet jak nie chcą,
Wymieńcie stary telefon na smartfon albo tablet,

zainstalujcie appki, zakładajcie konta na Facebook(na start dajcie LIKE jakichś grup z ich zainteresowaniami), instalujcie netflixy, spotify, appki portali regionalnych.
Na stronie startowej przeglądarki ustawcie karty z najciekawszymi serwisami, żeby wystarczyło kliknąć a nie trzeba kombinować
Wysyłajcie im linki do rzeczy z których się śmiejecie przeglądając internet.

Przed: Oboje depresja, wieczne smutki. Siedzenie i gapienie się w TV. Niby mail sprawdzili, ale na tym się kończyła przygoda z siecią.

Od czasu wprowadzenia w świat technologii zupełnie inne podejście do świata.
Po kilku miesiącach oglądania doszło do tego, że wysyłają mi linki z wykop, czy filmiki z YT.
W internecie znajdują muzykę zespołów, które lubią. Potem im wyskakuje że mają koncert w mieście i idą na niego.

Rodzice w internecie

Ogólnie to rozumiem faceta jak najbardziej, gdyż sam mam nie najmłodszych rodziców. By zmniejszyć problem z ich bezpieczeństwem w internecie (a uwierzcie, bardzo często sprzątałem ich komputer), zainstalowałem im Ubuntu. Do tego nauczyłem używać trudnych haseł (do Keepass’a dalej próbuję ich przekonać). Nauczyli się sami korzystać z telefonów, facebook’a i innych portali, więc zamiast jak głupcy gapić się w telewizor, to teraz przeglądają FB, udzielają się w dyskusjach, poznają nowe miejsca, historię, czy śmieją się z memów. Jest to nawet budujące, gdy rodzice zamiast marnować swój czas na głupoty, marnują go na głupoty, ale z sensem.

Oglądanie TV nie jest według mnie dobre dla rodziców, szczególnie starszych osób, gdyż łatwo nimi manipulować. W internecie zaś poznają opinie różnych ludzi, a nie tylko zdanie zawsze nieomylnej korporacji, co powoduje, że zamiast ślepo wierzyć, próbują analizować wszelkie zagadnienia i wyciągać wnioski. Wiadomo – nie jest to różowe, bo niekończące się łańcuszki się pojawiają, ale dalej uważam, że nawet taka aktywność jest lepsza niż powolna wegetacja przed ekranem telewizora i tylko wchłanianie bezsensownych treści, zamiast interakcję w tymi treściami.

A jak Wy uważacie?

Również polecam sprawdzenie projektu z Arduino, gdyż może Wasi rodzice mają smykałkę do zabaw DIY i sami coś dla siebie skonstruują?